środa, 28 kwietnia 2010

powietrze przesiąkło wiosną,
lekką ciepłą bryzą na twarzy
i promieniami słońca
łaskoczącymi policzki
takie dni spija się
z prawdziwą przyjemnością
Szarość dnia za oknem
Mogłaby przygnębić
Gdyby nie to,
Iż z tej szarości
Pada pierwszy wiosenny deszcz
Bez żalu żegnając zimę
Krótkie linijki o wiośnie
Lekko zielenią pisane
O słońcu co w błękicie
Codziennie rano wstaje

I o marzeniach ciepłych
Z zimowego snu zbudzonych
Na nowo malujących świat
Rodzący się po białej śmierci…
zmęczony długą zimą weekend
niechętnie wstał w poniedziałek
choć słońce zachęcało do uśmiechu
a biel niechcianej zimy była czysta
Wieczór zanurzył się w fontannie radości
Z poczuciem kompletnej nieważkości
Wesoło odrywał codzienne troski
Szaleńczym zjazdem wąskim tunelem
Tak, że sen przyszedł lekki i silny zarazem…
Słony szum morza, powrócił wspomnieniem
Tych dni, w których fale były codziennością
Z lazurowej toni – wciągającą głębokością
Teraz jest jednie snem, wczorajszym marzeniem
Czarny płaszcz ponurych myśli
Przykrył serca ciepłe bicie…
Zmieniając barwy nowych dni
W jednostajną szarość beznadziei
Nieprzytomny poranek ruszył autobusem,
Gubiąc drogę w śnieżnych zaspach
Jakby nie chciał się dziś wcale obudzić,
I tak chyba zostanie przez cały dzień…
W czerni aromatu kawy,
utonęły wczorajsze sny
bezpowrotnie zapomniane
jednak obudzony dzień
niesie nowe wyzwania
z uśmiechem witając słońce

wtorek, 13 kwietnia 2010

Chopin

W ściśniętych obowiązkami dniach
Czasem słychać w duszy melodię graną
Spokojnymi dźwiękami fortepianu
Delikatnie, sennie, muzyką Chopina…

Choć nikt nie słucha
– ściśnięty obowiązkami
Sam nie wie, że ma Chopina w sercu
– w natłoku spraw nie cierpiących zwłoki
A przecież ono tam gra…
W milczącej ciszy tych, którzy chcą słuchać

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Wiosennym porankiem
Pierwszą rosą , pierwszą łzą
Smutek przysłonił słońce
Powagą przykrywając świat