piątek, 19 czerwca 2009

wakacje

nieuczesana myśl uciekła na chwilkę
do miejsc dawno zapomnianych
do czasów w głębi duszy ukrytych
tam, gdzie nie rodzą się problemy
tam, gdzie wakacje istnieją naprawdę

nieuczesana myśl poganała lekko,
oddalając się całkiem od tego świata
by choć na trochę sobie przypomnieć
smak i zapach tamtego lata

środa, 17 czerwca 2009

ksieżyc

młody księżyc szedł wieczorem po niebie,
srebrną wstęgą owijając świat,
ta noc jest tylko dla ciebie
śpiewały mu tak miliony gwiazd

a on niewzruszenie mijał godziny
wędrówkę tę kończąc nad ranem
może w ramionach kochanej dziewczyny
a może gdzieś sam wśród gwiazd?

poniedziałek, 15 czerwca 2009

łabędź

smukła szyja łabędzia
w niemej bieli płynąca
dumnie - szarych oczu stawem
tylko po to by spojrzeć
na niknące płomieniem światło
zachodzącego słońca...
w ciszy niezmąconej
w głębi nieprzeniknionej
na samym dnie duszy...

niedziela, 14 czerwca 2009

wiatr

wiatr zabawił się niedzielą,
rozganiając mydlane bańki
ponad plażą, nad głowami
nad dziecięcym śmiechem

dokładnie tak jak teraz życie
rozgania marzenia i plany
ponad światem znanym
wpychając gdzieś w nieznane
poza dziecięcy smiech…

wtorek, 9 czerwca 2009

SA

zmęczenie zabiera pomysły...
myśli rodzą się ciężko,
a litery nie chcą się składać

znaczy, iż czas snu się zbliża
głęboko gdzieś z duszy
wymkną się sny...marzenia

i odpłynie rzeczywistość
daleko za horyzont obowiązków
by stać się ulotną chwilą...

którą rano już nikt nie będzie pamiętał

poniedziałek, 8 czerwca 2009

....

krzyk rodzi się z bólu, często niemy z bólu skrytego
niezauważalny w codziennej walce o czynienie świata lepszym,
zapada gdzieś w duszę blizną, łzawiącą od cierni bezsilności
odbierając młodzieńczy zapał, kawałek po kawałku
zastępując go wyrachowaniem i zimną kalkulacją
zmieniając gorące serce w twardą bryłkę lodu
dlaczego?

niedziela, 7 czerwca 2009

wspomnienie

lekkie jak sen, wspomnienie deszczowej sukienki,
utkanej delikatnie marzeniem srebrnych kropel
na wieczornym spacerze w parku tuż po burzy...
która kochaniem mogła być, czy choćby pragnieniem
lecz tak gwałtownym, że w duszę wlało to wspomnienie

nieznajoma

czerwone maki ust z nieśmiałym uśmiechem
ginęły w łagodnych lokach, spływających niesfornie policzkami
a słońce bawiło się nimi delikatnie głaszcząc wieczornym światłem
wśród ciszy łąk i lasów mijanych, wraz z gasnącym dniem
i błękitem spoglądającym raz po raz na świat tuż za szybą...

piątek, 5 czerwca 2009

dobranoc

na dobranoc – aksamitna czerń
utkana srebrnymi niciami gwiazd
na dobranoc – nieśmiały uśmiech księżyca,
tajmniczo spoglądający na świat zza chmur
na dobranoc – myśl nadzieją pisana
na jutrzejsze rozterki receptą być może
i sny spokojne do ukołysania bólu,
jaki dzień swą hałaśliwością czyni duszy…

czwartek, 4 czerwca 2009

granat

ciemny granat morza z plamami białych grzyw
odcinał się mocno od błękitu czystego nieba
odcinał się od spraw zwykłych wszystkich ludzi
odcinał się ode mnie żółtą wstęgą plaży piaszczystej

cóż obchodzi go niebo, ludzie, ja, czy też plaża
jest głębokim błękitem… chwilą w oczach tych,
którzy mogli go wraz ze mną zobaczyć…
i zapaść gdzieś na dnie duszy wraz z zwykłymi sprawami

wtorek, 2 czerwca 2009

dzien

zmieszany stał dzień, nie widząc co zrobić…
czy stać się płaczącym deszczem ponurakiem?
czy też słonecznie opalać uśmiechniętą buzię?
i z godziny na godzinę trwał w niezdecydowaniu
czyniąc się zupełnie innym dniem niż zamierzał…