czerwone maki ust z nieśmiałym uśmiechem
ginęły w łagodnych lokach, spływających niesfornie policzkami
a słońce bawiło się nimi delikatnie głaszcząc wieczornym światłem
wśród ciszy łąk i lasów mijanych, wraz z gasnącym dniem
i błękitem spoglądającym raz po raz na świat tuż za szybą...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz