czwartek, 23 lutego 2012

k25

Jak słodko mija czas,
Gdy się go rozweseli
Kroplą szkarłatną

Jak miło biegną chwile
Gdy w naszych żyłach
Ta kropla zamieszka

I utuli wspólnymi snami
Nie o szkarłacie
Ni o kroplach żadnych

Tylko o tym czasie
Co razem spędzamy
Deszcz chłoszcze szyby
Ciężko bębniąc, zimnymi kroplami
Jakby wiedziały o tym,
Że dni przestały się uśmiechać
Że noce chodzą w czapkach
A jasne sny pochowały się głęboko…
Słowa nie mówią wszystkiego
Wszystkiego zrozumieć nie można
I tylko ta nienazwana słowami rzecz
I tylko ta niezrozumiała rzecz
Daje to uczucie,
Że żadne słowo i myśl
Nie są potrzebne by
Cieszyć się
Każdym dniem, każdą chwilą…
Parę kropel
Kiedy płyną
Przez niewinność,
Przez troskę,
Tęsknotę może…
Nie znać czasem
Czemu płyną

Lecz gdy spadną
W serce na dno
I zakwitną
Żarem większym
I mocniejszym
Niż był zanim
Parę kropel
Płynąć zaczęło…
Słońce rozcięło wieczorne niebo,
Ostrym jak nóż promieniem
Dzieląc niebo na dwie części
Jedna połowa uśmiechem będąc
Różowiła się jasnymi płomieniami
Druga szarym mrokiem chciała
Wcisnąć lęk w serca tych
Co nie patrzyli w niebo
Mrok też spowił Babilon myśli
Przykrywając wszystkie i te,
Które po jasnej stronie pływając
Uśmiech na twarzy malują codziennie
Dziś jednak uciekły strapione
Mieszając się z innymi na dnie
W pyle szarego milczenia…

czwartek, 2 lutego 2012

Mijają dni w pogoni za codziennością, złością
Na to że świat tak daleko jest od dziecięcych marzeń, zdarzeń
Kiedy wszystko było wakacyjną przygodą, pogodą
Teraz często ginie w niepamięci obowiązków i spraw ważnych, strasznych
Czy można zatrzymać ten pędzący wóz, by choć na chwilę poczuć zapachy sprzed lat?
Kropla za kroplą tonie świat
W szarościach pełnych deszczu
Kropla za kroplą płacze świat
Tęskniąc za słonecznym ciepłem

Więc jak się cieszyć nowym latem?
Jak łapać oddech przed
codziennym lotem?
Gdy wszystko wokół płacze

W krętych uliczkach - mokrych brukach
W liściach ciężkich od wody
W sercach co jeszcze mają siłę
Uśmiechnąć się mimo złej pogody
Długi niedzielny wieczór
Gasnąc letnim upałem,
Wyszedł na swoją ulicę
Zagrał fortepianem
Zaświecił też księżycem

I popłynęli z melodią
Nut ciepłych słuchając
Przez niebo pełne myśli
Moich i tych co przyszli

Niedługo to tak trwało
Lecz świat się jakoś zmienił
W spokojność serca małą

W spokojność swoich myśli
I bliskość siebie, i tych co przyszli
Doliną kościeliską
Gdy kroki odejdą
Słychać ciszę
Szumiącą kirem
Wśród skał kamieni drzew

Gdy kroki odejdą
Zieleń wpada w oczy
I gra kroplami po twarzy
Zupełnie nie patrząc komu

I warto poczekać
by nie słyszeć kroków
tylko bicie własnego serca
odbite echem od skał
jakby należało do tego miejsca
Uciekające myśli
Pozostawiają pustkę
Której nie można zapełnić

Więc pustka płynie słowami
Nie zmieniając niczego wokół
Bo cóż może zmienić coś
Czego w zasadzie nie ma …