dni gubią liście
monotonią
poniedziałków
śród czy piątków
złoto zmienia
się w brudny brąz
błękit w szarość
słońce z rzadka
przebija się przez
zapłakane niebo
wiele ciepła trzeba
by ogrzać zmarznięte dłonie
choćby blask świecy
żywy płomień
i wróci delikatna radość
tego, że wieczór nie
płynie samotnie
przez Listopad
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz