lecąc
nisko
nad
światem
zahaczyło
o wierzchołki
gór strzlistych
...
a może
o świerki, bo
te w górach
smukłe są
i do nieba
wysokie
przecież
...
z rozerwanych chmur
posypał się srebrny puch
przykrywając szarość
ostatnich jesiennych dni
...
wśród lasów
wśród ciemności
białą drogą
mozolnie wspinam się
pod górę
strasząc szaraki przy drodze
nie ma ludzi
domów
i niczego
poza mną
śniegiem
lasem
i zamykającym
światło morkiem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz