łagodnie opadł sen na brzegu nocy,
zmyśloną z marzeń naprędce historią
o czerwieni, winie i mijającej północy
w blasku gwiazd, świec,czy też może oczu
tkaną tak opowieścią,
uśmiech sam się budzi
gdzieś na krawędzi jawy,
gdy już wstawać trzeba
a jeszcze usta smakują w czerwieni...
która nagle znika…
nowym dniem się stając
z tym samym uśmiechem…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz