sobota, 7 czerwca 2014

SOBOTA

Sobota, poranek
Oczy ciężkie
Niewyspane
Sny poskręcane

Nieznośny brzęk
Komarów kosiarek
Budzi miasto,
Które oddane słońcu
Wkrótce zanurzy się
W upale

Nie myślę o tym wcale

Lecz patrząc
Na Nią śpiącą
Uśmiecham się
Milcząco
A w tym uśmiechu
Jest wszystko
Od świętości kochania
Do kochania grzechu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz